niedziela, 28 lutego 2010

Ale to był dzień... :)

Mowa oczywiście o sobocie 27.02 na olimpiadzie w Vancouver.

Najpierw Justyna Kowalczyk i jej fantastyczny finisz w biegu na 30 km.
Ale to można było [piiii]...wicy dostać tzn. nieźle się zdenerwować, zwłaszcza kiedy Marit Bjoergen odjechała na kilkadziesiąt metrów, no i oczywiście na samym finiszu.
Jak ktoś tego nie widział to oczywiście może zobaczyć pod linkiem na stronach TVP.

Żeby było mało, to jeszcze narozrabiały panczenistki :)
Rewelacja i gratulacje :-)))))))

Dekoracja Justyny okraszona naszym hymnem narodowym była ok. 4tej nad ranem, ale a co, obudziłem się i obejrzałem :)
Jak ktoś nie widział - to proszę bardzo link :)

Aż nie wiem co pisać, po prostu się cieszę.

Długo zastanawiałem się co napisać na temat konfliktu Kowalczyk - Bjoergen dotyczącego astmy i jazdy na sterydach.
Z jednej strony na pewno coś jest na rzeczy i problem istnieje, z drugiej to brzmiało rzeczywiście jak tanie usprawiedliwienie braku złota na poprzednich dystansach. Ważne że Justyna wygrała, jej złoto przyćmiło wszystko a i przeprosiny wobec Bjoergen przypieczętowują wszystko.
Ciekawe kiedy znowu wypłynie temat astmy? ;-)

Reasumując - dzięki wielkie dla naszych walecznych dziewczyn :-)
Pozostaje z niecierpliwością czekać na IO w Soczi.

Kurs przewodników po Warszawie w TV

W sobotę 27.02., prowadzony przeze mnie kurs przewodników po Warszawie, zaistniał w mediach, mianowicie przy okazji dyskusji co zrobić z pomnikiem "czterech śpiących".
Akurat kurs miał zajęcia na Pradze.

Materiał z TV pod linkiem a relacja zajmuje całe 10 sekund ale dobre i to :)

Dla Tych którzy nie chcą ogladać całego kuriera warszawskiego: migawka w zapowiedzi w 30" a następnie ujęcie w timingu 5'32"-5'42"

Przy okazji widać co można zrobić z taśmą filmową przy użyciu nożyczek, mianowicie z relacji można się dowiedzieć że pomnik "czterech śpiących" to pierwszy pomnik w Warszawie - wycięto oczywiście że powojennej ;-)

piątek, 26 lutego 2010

Ziemia Kłodzka - Rewasz



Jeszcze przed końcem 2009 r. (wprawdzie z datą 2010) ukazał się długo oczekiwany sudecki debiut Oficyny wydawniczej Rewasz.

Ta książka to Ziemia Kłodzka, autorstwa wrocławskich przewodników Tomka Dudziaka ("Dziamdziak") i Waldka Brygiera.
Znawcom tematu nie trzeba tych osób przedstawiać - Dziamdziak, związany ze Studenckim Kołem Przewodników Sudeckich we Wrocławiu, przewodnik sudecki kl. I, członek komisji egzaminacyjnej ds przewodników sudeckich, autor bardzo licznych publikacji i instruktor na kursach przewodnickich. Możnaby jeszcze długo... Ja ze swej strony mogę się poszczycić, że z Dziamdziakiem przez blisko rok prowadziłem firmę we Wrocławiu.

Waldek, przewodnik sudecki, ostatnio piszący coraz więcej i obecny na rynku za pośrednictwem kilku wydawnictw, znany jest przede wszystkim z prowadzenia internetowego serwisu Nasze Sudety. Związany jest z wrocławskim Akademickim Klubem Turystycznym.

Wracając do meritum - Ziemia Kłodzka powstawała bardzo długo, przy czym wedle moich informacji już pod koniec 2004 roku została złożona w wydawnictwie a proces wydawniczy zajął 5 lat. Wedle mojej wiedzy, był jeszcze trzeci współautor ale jak widać wycofał się, jego autorstwa jest tylko jeden z artykułów tematycznych.

Przewodnik jest bardzo obszerny i obejmuje teren od przełęczy Srebrnej i Gór Bardzkich po Góry Złote a od południa z pewnymi wyjątkami obszar ograniczony granicą. Ten wyjątek dotyczy Gór Orlickich, które zostały opisane także po czeskiej stronie.

Przewodnik jest w klasycznym układzie rewaszowskim:
część ogólna zawierająca informacje geograficzne - ok. 20 stron
Kłodzkie tematy - zbiór artykułów krajoznawczych prezentujących Ziemię Kłodzką - ok. 40 stron
cześć szczegółowa z trasami - ok 220 stron
słownik miejscowości - ok. 180 stron
informacje praktyczne - kilka stron.

Opisy wycieczek są bardzo obszerne i wyczerpujące, zawierają mnóstwo informacji i ciekawostek krajoznawczych, podobnie słownik.

Generalnie przewodnik bardzo udany i potrzebny bo opisujący temat ostatnio nieco zaniedbany w literaturze przewodnikowej a co najważniejsze opisujący w inny sposób niż dotychczasowe publikacje.

Oczywiście mam pewien niedosyt.
Chodzi o zasięg przewodnika. Z tego co wiem w zamyśle miał być znacznie obszerniejszy i obejmujący większy obszar po czeskiej stronie ale jak sądzę decydujące były kwestie objętości książki. Rozumiem że się nie dało, ale szkoda że nie znalazło się tu miejsce przynajmniej dla Nachodu oraz całych Gór Stołowych. Podobnie szkoda że wybiórczo potraktowano Góry Orlickie i pominięto tę część koło Nachodu z twierdzą Dobrosov.

Pozostaje żywić nadzieję, że powstaną kolejne sudeckie przewodniki Rewasza, obejmujące resztę Sudetów, w tym zwłaszcza te po czeskiej stronie. No i mam nadzieję że proces wydawniczy będzie znacznie krótszy niż 7 lat...

czwartek, 25 lutego 2010

Czy Chopin był ubekiem?

Tytuł brzmi nieco przewrotnie, prawda?

W tym roku przypada Rok Chopinowski związany z dwusetną rocznicą urodzin kompozytora, przypadającą na... 22 lutego albo 1 marca.
No właśnie, nie do końca wiadomo kiedy się Chopin urodził. W papierach jest 22 lutego (podobno błąd kościelnego) a sam Chopin zawsze trzymał się daty 1 marca.

Natomiast przyjmijmy się działalności koncertowej Chopina, dzięki której IPN, gdyby zajął się Chopinem, miałby twardy orzech do zgryzienia.

Otóż młody Chopin często grywał w Belwederze zabawiając wielkiego księcia Konstantego (carskiego brata, tego samego którego nie udało się pojmać na początku powstania listopadowego) i jego żonę księżnę łowicką - Joannę Grudzińską. Jak podają źródła młody Chopin bawił się także z Pawełkiem - synem cesarzewicza.

To oczywiście nie koniec, mianowicie w 1825 Chopina spotkało "wielkie wyróżnienie" i zagrał w kościele św. Trójcy (kościół ewangelicko - augsburski na pl. Małachowskiego) przed miłościwie panującym carem Aleksandrem I!!!!!!!!

I my się ekscytujemy narodowym charakterem twórczości Chopina, jego dziełami jako symbolem polskości a tu proszę taka wtopa... cień na nieskazitelnym charakterze.
Ciekawe co na to IPN - w końcu takie fakty są niewybaczalne. No ale szczęśliwie Chopin nigdzie nie kandyduje ;-)

piątek, 19 lutego 2010

Refleksje zjazdowe (Walny Zjazd PTTK)

Tekst ten powstał na gorąco w czasie trwania wrześniowego Zjazdu PTTK (wrzesień 2009).
W przypływie emocji miałem go opublikować od razu ale ugryzłem się w klawiaturę.
Niemniej teraz publikuje go w całości bez żadnych skrótów.

W ten weekend trwa XVII Walny Zjazd PTTK, rozgrywający się praktycznie jak zawsze.
Do władz w większości wchodzą ci sami zasuszeni upsss... chciałem napisać zasłużeni działacze, demokracja zjazdowa odbywa się właściwie w kanonach demokracji socjalistycznej.

Średnia wieku delegatów i kandydatów dość wysoka. W sobotę przez kilka godzin uczestniczyłem w obradach i podczas odczytywania wieku kandydatów jakoś dziwnie często padała liczba 73.
No ale to właściwie petetekowski standard. Zresztą swego czasu dowiedziałem się, że o znajomym, mającym wówczas cca 48 lat mówiono per "młody działacz".

Na zjeździe byliśmy, żeby rozdać delegatom list otwarty Pawła Dudzika. Ulotki się rozeszły jak woda. Śmieszne było jedno - działacze starali się nas nie zauważać i unikali jak ognia. Zachowywali się jakbyśmy byli trędowaci albo rozdawali pocałunki śmierci ;-)

Zastanawia mnie ciąg do władzy o niektórych działaczy. Nie dalej jak we środę rozmawiałem z jednym z nich, który sam, niepytany, zadeklarował że to była już ostatnia kadencja i więcej nie będzie kandydował. Oczywiście w sobotę się okazało że kandydował i został nowym członkiem ZG.

W piątek, zgodnie z przewidywaniami, Walny Zjazd zignorował mój list związany z tym o czym pisałem poprzednio. Przy okazji od pewnego działacza - doktora inżyniera Specjalisty od Bydła - dowiedziałem się że jestem "człowiekiem bez honoru", bo jak śmiałem wyciągać fakty skoro z panem donosicielem zawarłem kiedyś ugodę. Fakt - chciałem się z nim sądzić przed sądem koleżeńskim ale w końcu odpuściłem zawierając ugodę - ale to nie zmienia nic jeśli chodzi o sam fakt popełnienia przez niego donosu. Vide pismo1 i pismo2.
Z tym honorem to może i coś jest na rzeczy, bowiem po uhonorowaniu w ten sposób nieetycznej postawy powinienem odesłać do ZG PTTK przeciętą na pół legitymację członkowską i podziękować za jakąkolwiek współpracę. Tyle że zbyt wielu osobom bym w ten sposób sprawił radość.

Co do współpracy i działactwa na szczeblu wyższym niż oddział to przeszło mi to jakiś czas temu. W kadencji 2001 - 2005 uczestniczyłem z głosem doradczym w zebraniach Komisji Turystyki Górskiej ZG PTTK. Był to czas w 90% stracony. Ale jakże to cenna była nauczka.

Wnioski są proste - nie pchać się do jakichkolwiek władz bo w pojedynkę nie zdziała się absolutnie nic, co najwyżej straci się nerwy od walenia głową w betonową ścianę. Za to, to co daje efekty to rozliczanie ZG i komisji z działań (a raczej ich braku), egzekwowanie swoich praw i ujawnianie wszelkich nieprawidłowości.

Na czym polega demokracja socjalistyczna w PTTK? Ano chociażby na tym, że tzw. prezentacja kandydatów do władz polega na odczytaniu nazwisk oraz krótkim opisie dokonanym przez prowadzącego tę "prezentację". Nie ma mowy o samodzielnej prezentacji się kandydatów, że nie wspomnę o odniesieniu się do jakichkolwiek kwestii programowych. O zadawaniu pytań kandydatom to już kompletnie można zapomnieć. Wszystko rozgrywa się w kuluarach.
Kolejna kwestia to brak ograniczenia liczby kadencji. W normalnym układzie po dwóch kadencjach powinien być koniec ale nie w PTTK...

Ciekawe ile zasłużonych działaczy obrzuci mnie największą petetekowską inwektywą tzn. że jestem sfrustrowanym pieniaczem. Tyle że ja mam pewien kręgosłup którego nie da się zgiąć i mierzi mnie politykierstwo, zapowiadanie odejścia po czym kandydowanie, wchodzenie w układy i układziki czyli w to co pozwala funkcjonować działaczom ZG.

Współpraca z ZG może mnie interesować właściwie wyłącznie w dwóch przypadkach:
jako zarządca komisaryczny lub jako audytor do przeprowadzenia audytu funkcjonowania ZG i jego biura ;-)

I tym optymistycznym akcentem kończę :-)

czwartek, 18 lutego 2010

TAK dla permanentnego zakazu palenia w lokalach

Poniedziałkowa prasa donosi, że właściciele lokali, klubów protestują przeciwko możliwości wprowadzenia zakazu palenia w lokalach typu pub, klub etc.
Właściciele twierdzą że brak palenia równa się mniejsze obroty.

Ciekawe czy zdają sobie sprawę z tego na ile TERAZ mają mniejsze obroty z powodu palących?
Ja przykładowo, na myśl o pójściu do zadymionej knajpy, po wizycie w której muszę prać wszystko co mam na sobie bo śmierdzę jakbym siedział w wędzarni, po prostu wolę kupić piwo w sklepie i wypić je w domu. Pomijam, ze w sklepie zapłacę cca 4 złote a w pubie 9...

A knajpy które protestują może po prostu należy omijać, skoro nie zależy im na klientach niepalących to zagłosujmy nogami.

środa, 17 lutego 2010

Brawo Justyna!!!!!

Ale to był wyścig...
Super! Gratulacje!

Biegnij Justyna, biegnij!

Ależ ta dziewczyna ma power...

Jutro będę nieprzytomny ale nie mogę przegapić jak Justyna zdobywa medal :-)

TAK dla jazdy na światłach przez cały rok

Podobno pisuarowcy z eseldowcami chcą przeforsować, w imię oszczędności, zniesienie obowiązku jazdy na światłach przez cały rok.

Uważam, ze byłoby to bardzo szkodliwe bo spowodowałoby, że faktycznie znaczna część kierowców jeździłaby bez świateł. Jazdę na światłach docenia się zwłaszcza w okolicach zmroku, kiedy widoczność jest już taka sobie i w szarówce, auta z przeciwka zlewają się z otoczeniem. Oczywiście te bez świateł. Te na światłach oczywiście widać.

[P]osłowie powołują się na rzekome badania z których nic nie wynika.
Ja zaś, jako kierowca wiem jedno - dzięki obowiązkowym swiatłom na drogach stało się bezpieczniej, bo nadjeżdżające auto widzę znacznie wcześniej i sam też jestem znacznie wcześniej widziany.

Ja osobiście zawsze jeżdżę na światłach i wielu innych czyni podobnie, dlaczego więc w imię populizmu ktoś chce mnie znowu uszczęśliwiać na siłę?

wtorek, 16 lutego 2010

Kurs przewodników po Warszawie - edycja letnia

Już wkrótce informacje na temat wakacyjnego kursu przewodników po Warszawie.

Szczegóły będą dostępne na stronie firmowej www.tutor.waw.pl

Kurs to:
Zajęcia teoretyczne
Zajęcia praktyczne - wycieczki po mieście, do obiektów i muzeów
dużo nauki
możliwość poznania osób o podobnych zainteresowaniach.

Więcej szczegółów już wkrótce.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Zdjęcia z wakacji

Na picassie umieściłem mocno spóźniony album ze zdjęciami z wakacji, z sierpnia 2009, kiedy to spędziłem tydzień z dwoma potworami ;-) w Krościenku:

Wakacje 2009

niedziela, 14 lutego 2010

Brawo Adam!

Z zapartym tchem oglądałem wczorajszy konkurs na normalnej skoczni w Vancouver.
Bałem się rozbudzonych nadziei. Tyle się mówiło o medalu dla Małysza i udało się!

Jestem pod wrażeniem jak ON poradził sobie z wszechobecną presją, niedowierzaniem i coraz powszechniejszym stwierdzeniem że mistrz już się skończył.

A tu proszę...

Chcieć to móc :)

Gratulacje dla Orła z Wisły i czekam z rozbudzonym apetytem na konkurs na dużym obiekcie.

Oby tak dalej :)

piątek, 12 lutego 2010

Moja litania

W moje ręce jakiś czas temu wpadła kolejna z zakazanych piosenek, czyli Moja Litania Leszka Wójtowicza.
Co ciekawe, ona dostała specjalną nagrodę na festiwalu w Opolu w 1981!



Tekst jest powalający na kolana.
Wówczas w latach 80-tych to było jak krzyk rozpaczy i beznadziei.
Wątpię czy ktokolwiek wierzył że pozbędziemy się "lokatorów stukających w ściany" a tu proszę, 20 lat temu się udało.
Ale czy całkiem straciła na aktualności?
Zwłaszcza polecam uwadze drugą zwrotkę

Jaki jeszcze numer mi wytniesz
W którą ślepą skierujesz ulicę
Ile razy palce sobie przytnę
Nim się wreszcie klamki uchwycę
By otworzyć drzwi do twego serca
Które przeszło już tyle zawałów
Czy nikogo więcej nie obudzą
W twym imieniu oddane wystrzały

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Jakim ludziom jeszcze pozwolisz
By twym mózgiem byli i sumieniem
Kto z przyjaciół pokaże mi blachy
Kładąc rękę na moim ramieniu
Czy twój język nadal pozostanie
Arcyszyfrem nie do rozwiązania
Czy naprawdę zaczęłaś odpowiadać
Na najprostsze zadane pytania

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Ile razy swoją twarz ukryjesz
Za zasłoną flag i transparentów
Ile lat będziesz mi przypominać
Rozpędzony burzą wrak okrętu
Tą litanią się do ciebie modlę
Bardzo bliska jesteś i daleka
Ale jest coś takiego w tobie
Że pomimo wszystko wierzę czekam

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Jaki jeszcze numer mi wytniesz
W którą ślepą skierujesz ulicę
Ile razy palce sobie przytnę
Nim się wreszcie klamki uchwycę
Jaki jeszcze numer mi wytniesz...

SKPT zaprasza na slajdy [18.02 czwartek]

Białych dam kraina czyli o zamkach mazowieckich słów kilka.

Szczegóły pod linkiem

home.pl - do dupy :(

Od około 10-ciu lat używam konta pocztowego obsługiwanego przez home.pl.
Jak dotąd było właściwie OK ale ostatnio w ramach robienia mi lepiej, firma zmieniła międzymordzie webmaila z którego często korzystam.

Nowy interface jest śliczniejszy, wprowadzono do niczego mi niepotrzebny dostęp via IMAP ale...
Ale jest takie, że chcąc zaznaczyć więcej niż jedną wiadomość np. do skasowania, trzeba robić to z refleksem, bo inaczej włącza się podgląd. Mówiąc szczerze jest to upierdliwe.
No i zabrano dostęp do usenetu z poziomu www.

Nieradca na chacie twierdzi że usenet był poza umową i że to było ekstra.

No super.
Konto mam opłacone jeszcze na rok i wystarczy...
Podobną funkcjonalność, także bez reklam w dodatku za darmo daje mi gmail. Tak więc adieu home.pl, po prostu go home...

środa, 10 lutego 2010

Muzeum Sportu i Turystyki

Zbliża się olimpiada w Vancouver, zima oprócz kilku wyjątków, nie jest domeną naszych sportowców, niemniej może to być dobry czas na odświeżenie sobie w pamięci czasów tryumfu polskiego sportu. Najlepszym miejscem do tego przeznaczonym jest Muzeum Sportu i Turystyki.

Muzeum znajduje się na Żoliborzu, w dużym szklanym budynku mieszczącym Polski Komitet Olimpijski, w pobliżu skrzyżowania ulicy Krasińskiego i Wisłostrady, obok miejsca gdzie kiedyś znajdowała się bateria nadbrzeżna Cytadeli, zwana baterią Rymkiewicza.
Budynek przytłacza swoją monumentalnością ale trzeba przyznać że sukcesy polskiego sportu też wcale nie są małe.

Kasa muzeum znajduje się w podziemiach a ekspozycja umieszczona jest na pierwszym piętrze. Prowadzi tam pochylnia, wijąca się wokół filara na którym umieszczono nazwiska wszystkich polskich olimpijczyków.

Właściwa ekspozycja zaczyna się od prezentacji historii igrzysk olimpijskich, poczynając od czasów starożytnych - także przy wykorzystaniu technik multimedialnych. Wystawa prowadzi przez historię polskiego sportu, pierwsze organizacje sportowe z XIX wieku.
Uwagę zwracają rowery bardziej przypominające urządzenia do łamania kołem niż współczesne nam rowery - bogatej wyobraźni wymaga uzmysłowienie sobie jak na tym jeżdżono.
Dla wielbicieli Tytusa Romka i Atomka drobny smaczek w postaci modelu maszyny do nauki pływania na sucho (vide księga VI Tytusa).

Poza wątkami stricte historycznymi, muzeum prezentuje wydarzenia sportowe, które wszyscy pamiętamy. Wspomnę chociażby o sukcesach piłkarskich lat 1972-82, lekkoatletach czy o polskiej szkole boksu. Obszerną część zajmuje kolarstwo przypominając postaci Ryszarda Szurkowskiego czy Lecha Piaseckiego. Są też czasy absolutnie nam współczesne i znajdziemy coś na temat F1.

W klimat wydarzeń sportowych można wejść odsłuchując wybrane fragmenty relacji sportowych w wykonaniu chociażby nieodżałowanego Jana Ciszewskiego. Mi osobiście brakuje tu słynnego "kończ pan panie Turek" z relacji Tomasza Zimocha ;-)


Wedle nazwy muzeum dotyczy sportu i turystyki, niestety turystyce poświęcona jest wyłącznie jedna gablotka i to pozostawia pewien niedosyt.

Na osłodę dla wielbicieli turystyki, obecnie tj. do 27 marca, prezentowana jest wystawa fotograficzna "Karkonosze Zimą".

Zachęcam do odwiedzenia muzeum całymi rodzinami, archaiczne sprzęty wciągną dzieci i młodzież a pamięć wydarzeń sportowych z niezbyt zamierzchłej przeszłości zajmie tych trochę starszych.

Na koniec pozostaje liczyć, że po nadchodzącej olimpiadzie, Ściana Chwały, prezentująca nasze medale wzbogaci się o kolejne krążki w tym te z najcenniejszego kruszcu.

Muzeum Sportu i Turystyki, Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II, Wybrzeże Gdyńskie 4. Czynne: wt. -nd. godz. 10-17, soboty wstęp wolny.

wtorek, 9 lutego 2010

O łapaniu na radar w głupich miejscach

Poniedziałkowa "Wyborcza" przynosi artykuł o nadgorliwej Straży Miejskiej łapiącej na radar na Wisłostradzie, gdzie nie bójmy się tego słowa - jakiś dureń - ustawił ograniczenie prędkości do 50 km/h.

Niezorientowanym wyjaśniam: wisłostrada to trzypasmowa trasa wzdłuż Wisły, gdzie jadąc poza szczytem mniej niż 70 km/h stwarza się zagrożenie na drodze.

Cytując autora:
Nieżyciowe ograniczenie prędkości do 50 km/h w zwykłe dni tygodnia uciążliwe specjalnie nie jest, bo częste poranne i popołudniowe zatory ograniczają ruch w sposób naturalny, natomiast w weekend ktoś ze Straży Miejskiej postanowił na płynnym ruchu zarobić, a z pewnością były to żniwa. W niedzielny poranek samochód Straży uzbrojony w fotoradar zaparkowany nieopodal głównej siedziby Straży na Czerniakowskiej wykonał zapewne tyle zdjęć samochodom na Wisłostradzie ile go wówczas go minęło. To łatwy zarobek, bo jest oczywiste, że z prędkością 50 km/h po prawie pustej Wisłostradzie nikt nie jeździ.
Zastanawiam się tylko czy sami strażnicy są świadomi, że w tak jawny sposób żerując na nieżyciowym przepisie w czasie i miejscu, które wcale nie jest niebezpieczne, wystawiają swoją reputację na szwank. Trudno by obywatel nie określił takiego działania jak podstęp czy zasadzka, a przecież gdy myślimy o pracy stróżów prawa nie takie określenia powinny nam się z ich działaniami kojarzyć, no chyba, że myślimy o każdym człowieku jak o potencjalnym przestępcy.


Niestety to nie jest domeną wyłącznie Straży Miejskiej ale także Policji.
Często obserwuję radar stojący w weekend na Jagiellońskiej, na wysokości FSO, w miejscu gdzie jakiś łaskawca pozwolił jeździć całe 60 km/h a gdzie rzadko kto jedzie wolniej niż 80 km/h.
No bo ciężko jechać wolniej - szeroka i pusta ulica, z rzadka światła. Idealne miejsce na żniwa.

Nie wiem o kim tak naprawdę to gorzej świadczy: czy o policjantach wykorzystujących sytuację, czy o kimś mądrym inaczej kto zdecydował się takie ograniczenie postawić.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Zwierzę można zabić, przecież nic nie czuje

Artykuł zatytułowany jak powyżej znalazłem na onecie.
Niby nic nowego, ale jak czytam takie rzeczy to mi się nóż w kieszeni otwiera.

Uwagę moją zwrócił fragment następujący:

Kotów nie opłaca się sterylizować. Łatwiej przecież jest dopiero co urodzone kociaki utopić w beczce, albo wyrzucić na pole, na pewną śmierć. To samo robi się ze szczeniakami. Zostaje jeden, pierwszy, ten najsilniejszy. Gdy dorośnie, będzie stał przykuty łańcuchem do licho skleconej budy. Jak będzie szczekał za głośno, to od pijanego "pana" dostanie łopatą po łbie i skończy swój marny żywot. Okrucieństwo dziwi tylko nielicznych. Przecież pies to zwierzę, a ono nie cierpi - uważa reszta.


Moje dzieci spędzają regularnie wakacje na wsi.
Tego, tzn. ostatniego lata w domu sąsiadów oszczeniła się suka, pilnująca ich domu, czytaj: przywiązana na łańcuchu do budy.

Byłem tam akurat w tym czasie i to było coś niesamowitego: wilczuro-kundlica promieniejąca szczęściem, pozwalająca zajrzeć do budy, ewidentnie chwaląca się swoim potomstwem.
Takiego szczęścia wymalowanego na psim obliczu jeszcze nie widziałem.
Dzieci wraz z synem sąsiadów cały dzień chodziły i z zachwytem opowiadały o małych szczeniaczkach.
Naprawdę były śliczne, zresztą jak wszystkie małe zwierzaczki...

Sielanka skończyła się następnego dnia, kiedy przyszedł Michał (lat 6) tj. syn tych sąsiadów od psa i oświadczył że w nocy suka zeżarła całe swoje potomstwo...

Zatrzęsło mną, choć w zasadzie spodziewałem się niestety takiego rozwiązania - przecież łatwiej utopić szczeniaki niż zadbać o antykoncepcję psa podwórkowego. Ale to co mnie max poraziło to kierowanie emocji dzieci na Bogu ducha winnego psa.
Dzięki temu zrozumiałem dlaczego na wsi od małego nie lubi się zwierząt...

Dla kontrastu przypominam co pisałem blisko rok temu o ratowaniu wiewiórki w Parku Żeromskiego.

sobota, 6 lutego 2010

Brat PIT



Warszawa rozpoczęła akcję promującą płacenie podatków w mieście zamieszkania.
Bardzo mi się podoba ta akcja, tym bardziej że widzę ilość osób przyjezdnych, stale mieszkających w Warszawie, tu korzystających z infrastruktury, tu rozjeżdżających drogi, tu posyłających dzieci do szkoły a płacących podatki w swoim grajdołku.

Skoro już zdecydowaliście się mieszkać i zarabiać w Warszawie, to ze wszystkimi tego konsekwencjami. Podatki też wypadałoby płacić właśnie tutaj.

piątek, 5 lutego 2010

środa, 3 lutego 2010

Ja jestem pro...

Wpadła mi w ręce piosenka z festiwalu piosenki prawdziwej "Zakazane Piosenki":

Jerzy Klesyk - Ja jestem pro

Muszę przyznać że się rozczuliłem, bo czas stanu wojennego to czas wspierania się takimi właśnie nagraniami.
Ale jak się teraz tego słucha...

wtorek, 2 lutego 2010

Kiedy zmienią dezinformujący znak?



Na rogu Miodowej i Długiej znajduje się od dwóch lat znak informujący iż po 350 metrach jest zakaz ruchu.
Oczywiście informacja ta jest nieprawdziwa - znak ten jest pozostałością po remoncie Krakowskiego Przedmieścia i związanymi z tym objazdami, które skończyły się cca półtora roku temu.

Objazdy zlikwidowano, Miodowa i Senatorska są przejezdne a znak?

A znak jak Lenin - wiecznie żywy.

poniedziałek, 1 lutego 2010

O światłach przeciwmgielnych

Ze zdziwieniem obserwuję tendencję do używania w dzień świateł przeciwmgielnych, obok świateł mijania.
W mniemaniu używających zwiększa to ich widzialność, która i tak jest OK bo światła mijania robią swoje. Niestety zdaje się że kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego, że światła przeciwmgielne oślepiają innych.

Łudzę się że może jakiś wielbiciel świateł przeciwmgielnych to przeczyta i się zreflektuje...
Wiem: bajka o łodzi, czyli łudź się łudź...