wtorek, 8 czerwca 2010

Pałac Kultury - mentalny relikt komuny

W poniedziałek 7 czerwca, wraz z kursem zawadziliśmy o Pałac Kultury i Nauki - dosyć ważny obiekt na turystycznej mapie Warszawy.
Sam Pałac można kochać bądź nienawidzić - wszystko jedno, w każdym razie przewodnik musi go znać.

Milczeniem pomijam ceny za wjazd na taras widokowy: 20 zł normalny, 16 ulgowy i 12 grupowy. Ceny naprawdę jak z kosmosu...

Niemniej z reliktem komuny zetknąłem się poprzez kontakt z pałacową ochroną.
Jak powszechnie wiadomo, z pałacu prowadzi tylne wyjście, którym przez dziedziniec można wyjść koło sali kongresowej. Chciałem uczestnikom kursu pokazać to przejście, po czym do akcji wkroczyły służby pałacowe, skutecznie to uniemożliwiając.
Najpierw padł argument że to przejście służbowe - tyle że nic, w szczególności jakakolwiek tabliczka, o tym nie świadczy. Tyle że zatrzymano tylko naszą grupkę a inni przechodzili. Wówczas ochrona zmieniła front że tam grupom nie wolno chodzić a w ogóle to czy mamy zezwolenie bo co grupa zorganizowana robi na terenie pałacu...
A byliśmy wówczas przy szatni i poczcie - na korytarzach ogólnodostępnych (?).

W tym wszystkim brylował buc legitymujący się identyfikatorem DB11650 z którego nieugiętej postawy dyrekcja pałacu musi być bardzo dumna.

Ja ze swej strony mogę obiecać że będę robił wszystko, żeby zniechęcić grupy do odwiedzania pałacu jako miejsca gdzie a/ zedrą z Ciebie skórę, b/ zostaniesz spoziomowany przez niedowartościowaną ochronę.

Tak więc Pałac - jako relikt komuny i socrealizmu wiecznie żywy, o czym uprzejmie donoszę.

Życzliwy

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza