środa, 10 listopada 2010

O krzyżach w Warszawie słów kilka

Warszawa jest tuż po przycichającej aferze z krzyżem pod pałacem prezydenckim. Nie wnikając w bieżącą wojnę krzyżową, sięgnijmy trochę do historii. Okazuje się że walka krzyżem wcale nie jest zjawiskiem odosobnionym.

Zacznijmy od zamierzchłych czasów, kiedy to budowano Kolumnę Zygmunta. Sama idea kolumny zwieńczonej postacią osoby świeckiej była absolutnie nowatorska i wręcz obrazoburcza, bowiem do tej pory na pomnikach przedstawiano praktycznie wyłącznie postaci świętych a tu na cokole król, w dodatku z heretyckiej Szwecji (to nic, że katolik). Reakcją bernardynów, mieszczących się w obecnych zabudowaniach kościoła św. Anny, było postawienie w 1643 r., a więc w roku poprzedzającym ukończenie Kolumny Zygmunta, na dziedzińcu kościelnym kolumny zwieńczonej figurką Matki Boskiej. Kolumnę tę możemy zobaczyć i dzisiaj – znajduje się za płotem, na dziedzińcu, przy wejściu do znajdującej się tam pizzerii.

Przytoczony wyżej placyk pod kościołem św. Anny był teatrem wojny krzyżowej w okresie stanu wojennego i czasu bezpośrednio po. Tu układano krzyż z kwiatów. Właściwie trudno wyczuć jaka była geneza ale generalnie krzyż był najczytelniejszym znakiem będącym w opozycji wobec komuny i władzy totalitarnej.

Drugim miejscem gdzie w latach 80-tych był krzyż o analogicznej funkcji, był placyk przed kościołem Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, obok obecnego pomnika Prymasa Tysiaclecia.

Wszystko jednak zaczęło się na ówczesnym placu Zwycięstwa, znanym teraz jako pl.Piłsudskiego. W miejscu gdzie teraz znajduje się kamienny krzyż, upamiętniający mszę papieską z 1979 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego spontanicznie zaczęto układać krzyż z kwiatów. Kwiaty były regularnie uzupełniane, nadzieje władzy ludowej na to że krzyż uschnie wraz z kwiatami okazały się płonne. Znaleziono jednak „genialne” rozwiązanie problemu krzyża. Pewnego pięknego dnia na plac wjechał ciągnik gąsienicowy i rozkruszył wszystkie znajdujące się tam płyty chodnikowe, po czym plac ogrodzono pod pretekstem konieczności remontu nawierzchni a krzyż usunięto.

Ogrodzenie placu, na którym nic się nie działo, stało przez ładnych parę lat. Reakcją było przeniesienie krzyży we wspomniane miejsca. Tych już władza ludowa nie odważyła się tknąć.

Co do wspomnianej na wstępie bieżącej afery krzyżowej, to w kaplicy katyńskiej kościoła św. Anny czeka pusty stojak na krzyż, znajdujący się obecnie w kaplicy pałacu prezydenckiego. Ciekawe czy się doczeka…

Tomasz Dygała
www.kursprzewodnicki.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza